Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Autor: Wojciech Krzemiński

 

 

Odkąd żyję, słyszę jakie beznadziejne drogi mamy w naszym pięknym, nadwiślańskim kraju. Słyszę również kolejne obietnice rządów i dochodzę do wniosku, że niektórzy powinni rozwijać się w dziedzinie aktorstwa. No cóż, świata nie zmienię, dróg nie wybuduję. Ale jedno mogę zrobić  - użyć wyobraźni i nieco rozweselić obraz polskiej infrastruktury.

No dobrze, ale co z tym wspólnego ma gastronomia? Jak się okazuje, bardzo dużo. Przynajmniej dla mnie. Czasem nasze drogi przypominają kuchnie i wszystko co z nią związane. Przykłady? Jest ich bardzo dużo, tym bardziej po zimie. Mowa oczywiście o dziurach, w które można wpaść autem, jak resztki z obiadu spadające w głąb czarnego worka pod zlewem. Zresztą polskie drogi często przypominają durszlak albo (jak kto woli) ser szwajcarski. Jest jeszcze inny orzech do zgryzienia – zakręty. Niejednokrotnie widziałem auto w rowie,  które wypadło z zakrętu niczym spalony kawałek kotleta krojony tępym nożem na plastikowym talerzu. Można mówić, że w każdym przypadku winna jest prędkość, ale istnieje także coś takiego, jak zaprojektowanie zakrętu pod odpowiednim nachyleniem...? Cóż, pewnie istnieje, ale nawet jak się nam uda zbudowanie takiej skomplikowanej drogi, to i tak wielkie ciężarówki, przypominające długą kiełbasę na grilla załatwią wszystko w kilka chwil. A wspomniana zima w tym chętnie pomoże. Ale to nie wina tirów, tylko „ tego czegoś”,po czym jeździmy. Nie macie wrażenia, że substancje, z których zbudowane są nasze drogi, po krótkim czasie eksploatacji przypominają tort z kremem na wierzchu? Bo jak inaczej można nazwać wszechobecne koleiny, z którymi kierowcy i (w szczególności) motocykliści muszą walczyć o przetrwanie? Nie mówiąc już o wodzie, która owym „rzeźbom” drogowym służy jako polewa zmniejszająca przyczepność. Teraz kilka słów o garbach zwalniających, zwanych leżącymi policjantami. Pytam się, jacy z nich policjanci?! To bardziej kabanos, wystający z gładkiej jak blat kuchenny drogi. Ale moim ulubionym miejscem są tzw. mostki, pod którymi płyną niewielkie rzeki i strumienie. To, ile razy nieświadomie leciałem dzięki nim nad ziemią, może aspirować do rangi „Night of the jump – edycja samochodowa”. A żaden Ken Block ze mnie nie jest.

Ale wśród tych wszystkich otaczających absurdów jest coś, o czym warto wspomnieć – natura. Choć drogi nas nie rozpieszczają, jest wiele miejsc w Polsce, dzięki którym oczy się cieszą, a podróż wśród tych pięknych widoków wydaje się wspaniała. Prawdziwa wisienka na torcie!

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Felietony

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole