Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

 

 

Nieco ponad tydzień temu podczas Motor Show w Poznaniu pierwszy raz stanąłem oko w oko z Lexusem RCF w ostentacyjnym pomarańczowym lakierze będącym na bakier z modnym niebieskim, zdobiącym większość wystawianych modeli.

 

Nie wyobrażam sobie konfiguracji tego lakieru bez pakietu Carbon obejmującego dach, maskę i tylny spoiler z włókna węglowego idealnie pasujących do buntowniczego charakteru z wolnossącą V-ósemką pod maską. Taki obraz mniej więcej na temat RCF powstał w mojej głowie, a w ostatni weekend podczas eventu Lexus Driving Emotions mogłem zza kierownicy i fotela pasażera przekonać się o jego pełnych możliwościach.

 

 

 

 

Ale od początku. Impreza organizowana przez Lexusa skupiała się na prezentacji dwóch nowości, czyli RCF i małego premium-SUVa Nx200t z nowym dwulitrowym i turbodoładowanym motorem .

 

 

Silnik ten staje się swoistym zaczątkiem nowości, które mają pojawiać się w najbliższych latach pod maskami Lexusów. NX 200t dostał turbosprężarkę typu twin-scroll, kolektor zintegrowany z głowicą i intercooler zamontowany bezpośrednio do silnika. Celem było jak najbardziej skrócić zwłokę turbosprężarki i trzeba przyznać, że wyszło to nie najgorzej. Od samego dołu aż do wysokich obrotów NX bardzo żwawo przyspiesza wykazując się błyskawiczną reakcją na gaz. Nowy jest także układ VVT-iW zmiennych faz rozrządu pozwalający na „przełączanie” silnika z cyklu pracy Otto na cykl Atkinsona, dzięki czemu przy opóźnieniu zamknięcia zaworu dolotowego bardziej efektywnie spalane jest dostarczane paliwo. W efekcie nowy czterocylindrowiec spełnia normy spalin Euro 6 zużywając średnio 7.7 l/100km, co postaramy się dla was przed wakacjami przetestować. Lexus również na przykładzie NX-a zaprezentował system kamer zamontowanych wokół auta obejmujących kąt 360 stopni, a z ich pomocą należało zaparkować tyłem na rampie szerszej od małego SUV-a jedynie o 3 cm. Zadanie okazało się banalnie proste, wymagało tylko całkowitego zaufania technice z szybami zaklejonymi czarną folią.

 

Po małej przerwie ciąg dalszy jazdy precyzyjnej odbywał się za kierownicą IS300h. Jak zapewne wiecie, litera h w oznaczeniu modelu oznacza napęd hybrydowy z bezstopniową skrzynią CVT. Cała ta technologia ma na celu oszczędzanie paliwa i daleko jest jej do sportu. Dlatego też na tym evencie IS300h służył do... próby kontrolowanego poślizgu na owalnym torze i wykonywania aaltonena w czym sprawdzał się nie najgorzej.

 

Zestawiając obok siebie dwa IS-y w odmianie Prestige i F-Sport łatwo zauważyć inaczej zaprojektowane zderzaki ,inne felgi czy inny wystrój wnętrza. F-Sport to nie tylko pakiet stylistyczny, co miała wykazać próba zlokalizowana na ciasnym torze składającym się z czterech ciasnych nawrotów, takiej samej ilości prostych urozmaiconych szykanami i slalomem. Rzeczywiście w twardości zawieszenia jest wyczuwalna różnica, przez co F-Sport wydaje się bardziej zwarty pasując wyśmienicie do brzmienia dwu i pół litrowego V6.

 

 

 

 

 

  A teraz gwóźdź programu - potężne coupe z równie potężnym V8 pod maską generującym 477 KM bez wspomagaczy prowadzone przez Bena Collinsa. Myślę, że tej osoby nie trzeba nikomu przedstawiać. Jazda na prawym fotelu po specjalnym torze Gymkhany jest ciężka do opisania. Ex-Stig wykorzystywał co do centymetra szerokość toru jadąc kontrolowanym poślizgiem, przy czym siedząc w podwiniętej koszuli bardziej wyglądał jakby wybierał się na poranne zakupy myśląc o tym, co kupić. Z kolei ja w tym czasie obijałem kaskiem czarną podsufitkę, a mój brzuch chciał przypomnieć mi co zjadłem na śniadanie. Polecam każdemu.

 

Dzień kończyły dwa „kółka” po torze w pod poznańskich Bednarach. Pierwsze zapoznawcze w grafitowym RCF, a drugie w wersji z karbonowymi dodatkami podkreślonymi szalonym pomarańczowym kolorem. Wystarczyło to żebym zaraził się jazdą po torze i w przyszłości zapewne tam wrócę. Nic nie jest w stanie zastąpić myszkowania tyłu przy hamowaniu z prawie 180 km/h, szukania optymalnego punktu hamowania czy w końcu walki z pod i nadsterownością. Co najważniejsze wszystko w bezpiecznych warunkach, gdzie błąd nie kończy się owinięciem na latarni z zząbkowaną oponą. Co do samego RCF, jest to świetna propozycja na duże coupe, nie tak potężne jak chociażby Mercedes S Coupe i mniej wariackie od Nissana Gt-r.

 

 

Można więc powiedzieć że to idealny daily car mogący przybrać różne oblicza za sprawą mocno zróżnicowanych odmian. Ceny startują z pułapu 383 000 zł za odmianę Elegance, najdroższa odmiana z karbonowymi dodatkami to wydatek minimum 451 000 zł, ale na początek sprzedaży Lexus Polska przygotował „skromny” rabat w wysokości 23 000 zł. W przypadku każdej odmiany pod maską ląduje potężne V8 z genialnym głosem wydobywającym się z wydechu. 5 dni w czasie których Ben Collins puścił z dymem ponad 20 par opon, RCF ani razu nie był zmuszony na poważny serwis co świadczy o pancerności całego układu napędowego, co w połączeniu z pewnikiem jakim jest niezawodność - Lexusowi RCF   wróżę świetlaną przyszłość.

 

Krzysztof Kunzek

 

 

Więcej z kategorii Prezentacje

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole