Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

W świecie komórek, wszędobylskiego Internetu i Facebooka oraz samochodów z centrami multimedialnymi na pokładzie powoli zaczyna brakować miejsca na standardowe mapy lub nawigacje GPS zwane PND.

 

 

Osobiście jeszcze przed testem się z taką tezą nie zgadzałem, ponieważ nieraz zawiodła aplikacja w telefonie lub wbudowana navi w aucie. Niestety sporo minusów miały również testowane przeze mnie wcześniej standardowe nawigacje GPS, których zazwyczaj cena nie przekraczała 500 złotych.

 

Nie twierdzę też, że w takiej kwocie nie można znaleźć dobrego urządzenia GPS, aczkolwiek pamiętajcie, że im mniej bajerów tym lepiej! Taka właśnie była nawigacja Tom Tom Go 5000 – prosta i intuicyjna, a co ważne niezawodna. Dlatego też zdradzając już rąbka tajemnicy z puenty tekstu,  taka nawigacja PND (personal navigation device) ma ogromny sens.

 

Duża tu zasługa samego, testowanego sprzętu. Tom Tom to światowy gracz w tej branży, a za 1199 złotych prezentuje urządzenie najwyższych lotów. Sama nawigacja jest świetnie wykonana. Nic nie odstaje i nie skrzypi. Materiały są trwałe i dobrej jakości!

 

Z jednej strony zobaczymy duży 5-calowy wyświetlacz dotykowy przykryty odpornym szkłem. Oprócz niego na obudowie znajdziemy duży przycisk włączania nawigacji i wejście microUSB oraz microSD. Co ważne wejścia te będą rzadko używane, ponieważ uchwyt nawigacji to tak naprawdę stacja dokująca. Dzięki temu instalacja nawigacji to po prostu „bułka z masłem”, a przy okazji ochroni to wtyczkę i kabel przed uszkodzeniami. Tak to właśnie powinno wyglądać!

 

 

Jeśli chodzi o samo ładowanie to dłuższa podróż wymaga podłączenia urządzenia do gniazda zapalniczki (adapter USB w zestawie). Bez dostaw prądu Tom Tom GO 5000 wytrzyma około godziny. Mowa tu o wyciszonym głosie i umiarkowanej jasności wyświetlacza.

 

A jak korzysta się z Tom Toma? Dla mnie super, ponieważ interfejs GPSa jest ultra prosty i bardzo intuicyjny. Nie jest on przeładowany niepotrzebnymi funkcjami i ikonkami – rządzi tu minimalizm. Tak powinno wyglądać nawigacja, która nie przeszkadza w jeździe i nie wymaga od niego za dużo atencji. Multitouch oraz szybkie przewijanie mapy ułatwia użytkowanie, a do pełnej obsługi nawigacji nie potrzeba pomocy drugiej osoby.

 

Gadżeciarze będą jednak mniej zachwyceni, ponieważ funkcje Tom Toma są ograniczone. Oprócz punktów POI, tras lub usługi Fotoradary i ustawień użytkownik nie ma gdzie zabłądzić. Dla większości to duży plus, zwłaszcza podczas korków itp.

 

Prostota odwdzięcza się przy korzystaniu z samej nawigacji. Do wybory mamy tryb 2D, 3D z opcjonalnymi budynkami. Oprócz niego na ekranie zobaczymy tylko trasę, najbliższy komunikat oraz ilość do końca trasy za pomocą paska. Oczywiście widoczne opcje można personalizować według swoich gustów. Jak wszędzie po odpowiedniej godzinie do akcji wkracza tryb nocny.

 

 

To, co powyżej to jednak tylko estetyka. Dzięki 8 GB pamięci wewnętrznej oraz stałemu podłączeniu do Internetu (wbudowana karta SIM) Tom Tom GO 5000 jest błyskawiczny. Jeszcze przed włączeniem silnika nawigacja jest gotowa do pracy, a nawet górskie okolice Bieszczadów nie wyprowadzają ją z równowagi. Południowe okolice Polski są czasem znaczącym i decydującym testem dla tego typu urządzeń, które często niestety sobie z nim nie radzą.

 

Dodajmy również, że świetnie działa GPSa uzupełnione jest doskonałymi mapami Europy, które po pierwsze są bardzo dokładne, a po drugie przy kupnie tego modelu ich aktualizacja jest bezpłatna dożywotnio. Konkretyzacja dotyczy również punktów specjalnych, ponieważ mapa posiada zarówno stacje paliw, jak i sieć restauracji lub sklepów. Wyszukując czujemy się tu trochę jak w okienku Googla, a to przyznacie – niezły komplement.

 

Mimo stałego połączenia z Internetem w Tom Tom GO 5000 zabrakło aplikacji społecznościowych, które u konkurencji występują. Dla mnie to nie problem, ale niektórym może to uwierać. Z opcji dodatkowych mamy jedynie zgłaszanie i bazę fotoradarów (a’la Yanosik), która bezpłatna jest tylko przez kilka miesięcy. Na szczęście na stałem mamy informację o korkach (kolor pomarańczowy na mapie) oraz robotach drogowych (kolor czerwony). Co ważne, informacje te są bardzo aktualne, a co za tym idzie – mega przydatne.

 

 

Niestety te moje echy i ochy mają wspólną wadę, o której nota bene już wspomniałem. Mianowicie chodzi o cenę. 1200 złotych za tego typu urządzenie to sporo. Fakt, że nie będą to błędnie wyrzucone pieniądze, ponieważ ciągle aktualne mapy, prosty interfejs i GPS reagujący w mgnieniu oka to niepodważalnie wielkie plusy, lecz mało kto przeznacza takie kwoty na zakup nawigacji. Zwłaszcza, że prawie każdy ma pod ręką smartfona z aplikacjami i Internetem.

 

Nie oznacza to jednak, że Tom Tom GO 5000 to bzdurny pomysł dla najbogatszych. Jeśli potrzebuje bezproblemowego urządzenia, które nie straci zasięgu i nie zresetuje się w decydującym momencie trasy i nie wyskoczy z komunikatem „nie znaleziono” to ta nawigacja PND jest idealna. Szczerze oprócz ceny nie widzę w niej wad, a czasem święty spokój i profesjonalizm jest warty dużo więcej niż kilkaset dodatkowych złotych!

 

Konrad Stopa

Więcej z kategorii Akcesoria

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole