Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Zdjęcia: Michał Łęgowski

 

 

 

Choć z miesiąca na miesiąc i z roku na rok stajemy się krajem coraz bardziej “cywilizowanym” to jednak wciąż trudno wyzbyć się nam pewnych cech narodowych. Jedną z głównych naszych wizytówek jest kombinowanie. Kombinują wszyscy. Trudno się temu dziwić, lata zaborów i okupacji musiały z czasem odcisnąć się trwale na narodzie.  Kombinować nauczyli się wszyscy. I choć wcześniej było to przynajmniej dla większości uzasadnione, bo państwo nasze nie do końca było nasze i pewne obowiązki „wypadało” omijać, to jednak kombinowanie weszło nam tak w krew, że nawet „po przemianach” ciężko nam się go wyzbyć. Minusem kombinowania przez wszystkich jest jednak to, że rządzący również wywodzą się z kombinatorów, a co za tym idzie żeby ich oszukać trzeba nakombinować się jeszcze więcej. Przykładów nie trzeba długo szukać. Pamiętacie jak ktoś wykombinował samochód z kratką, od którego można odliczać VAT i dzięki któremu nawet Seicento mogło być ciężarówką? Doszło wtedy do absurdalnych sytuacji, w których kierowcy „osobowych ciężarówek” na granicy stali w wielodniowych kolejkach razem z kierowcami Tirów. Nie trwało to jednak długo. Kombinatorzy po „drugiej stronie barykady” wykombinowali, co zrobić żeby rejestrowanie Seicento jako ciężarówki przestało się opłacać. Jesteśmy dumnym niepokornym narodem, który każde prawo potrafi obejść, więc również z tym sobie poradzono. Teraz na naszych oczach zbliżamy się do kolejnego absurdu, w którym to niebawem po naszych drogach poruszać się będzie coraz więcej półciężarówek. Coraz więcej firm decyduje się na zakup pickupów. I nie chodzi tu wcale o boom budowlany. W wielu firmach samochód tego typu jest zupełnie niepotrzebny, mało tego jest nawet kłopotliwy. Pickupy nie oferują takiego komfortu jak samochody osobowe, czy SUVy, są (poza stosowaniem z przeznaczeniem) pojazdami totalnie niepraktycznymi w codziennym użytkowaniu, ciężko nimi gdziekolwiek zaparkować, a korzystanie z bagażnika podczas zwykłych zakupów spożywczych ocierają się o totalny absurd. Pamiętajmy jednak, że mają one jedną zasadniczą zaletę, dzięki której można zrezygnować z komfortu i niepraktyczności. Mowa tutaj o możliwości pełnego odjęcia VAT-u, również na paliwo. A w narodzie, w którym każdy (no może prawie każdy) kombinuje co zrobić, by do wspólnej kasy dołożyć jak najmniej to nie byle jaki atut. Przejdźmy do rzeczy.

 

 

SsangYong Actyon Sports 2.0 D Sapphire A/T FL

Samochód ze zdecydowanie najdłuższą nazwą z dzisiaj testowanych.

Z zewnątrz

Samochód wygląda tak, jakby projektowały go dwie, a nawet trzy zmiany designerów – z każdej strony inaczej. Najefektowniej prezentuje się przód samochodu. Styliści chyba bardzo dosłownie podeszli do zwrotu ‘face lifting’. „Jak ‘face’ to ‘face’ nie będziemy zmieniać nic więcej”. W porównaniu do poprzednika przód Actyona wygląda zdecydowanie lepiej. Samochód z odświeżonym przodem zyskał dynamiczność i nowoczesność. Widać tu co prawda „inspiracje” innymi markami (chociażby Mitsubishi), ale całość prezentuje się dobrze. Bok samochodu również nie wygląda źle. Niektórym owszem nie przypadnie do gustu tego typu suvo-pickupowa linia nadwozia, ale zwróćmy uwagę na drobne szczegóły dodające autu uroku. Masywne chromowane progi i listwy drzwiowe. Ostre linie tylnych drzwi i nadkoli. Samochód naprawdę prezentuje się dynamicznie (jak na swoje gabaryty). A przeszklona poprowadzona równo z linią dachu zabudowa bagażnika sprawia, że auto na pierwszy rzut oka wygląda jak reprezentacyjny SUV.

 

 

Wnętrze

Tutaj z pochwałami można troszkę poszaleć. W SsangYongu użyte materiały są bardzo miękkie i nikt z pewnością nie powie „twarde plastiki, będą skrzypieć”. Z tą miękkością trochę przesadzono, bo po wciśnięciu palcem materiał dość długo powraca na swoje miejsce. Ale nie czepiajmy się. Zawsze narzekamy na twarde plastiki, nacieszmy się więc tą rekompensatą. Co do samej stylistyki wnętrza, model Actyon to naprawdę udany samochód. Wnętrze jest estetyczne, można wręcz powiedzieć, że ładne i to niekoniecznie jak na pickupa - jest ładne po prostu. Oko cieszą „nowoczesne” zegary z czerwonymi wstawkami, ładna i solidna kierownica miliona guziczków. Będąc przy kierownicy nie dajcie się zwieść, to co wygląda na skórę jest w rzeczywistości tworzywem sztucznym… ale prezentuje się bardzo dobrze. Całość jest bardzo czytelna i pozwala na natychmiastową obsługę wszystkich funkcji bez konieczności zaglądania do instrukcji obsługi. Miejsca dla wszystkich jest bardzo dużo, a na skórzanych fotelach (z dyskusyjnym napisem SPORTS) podróżuje się bardzo wygodnie.

 

       

 

Właściwości jezdne

Zawieszenie Actyona jest zdecydowanie najbardziej komfortowe z testowanych dzisiaj samochodów. Niestety kosztem ładowności, która wynosi „zaledwie” 745 kg. Samochód napędza 2-litrowy diesel o mocy 155 KM i maksymalnym momencie wynoszącym 360 Nm. Wydaje się niewiele biorąc pod uwagę gabaryty i masę samochodu, ale w połączeniu ze świetnie zestrojoną automatyczną skrzynią biegów radzi sobie bardzo dobrze. Nie zachęcamy jednak do zbyt dynamicznej asfaltowej jazdy, gdyż samochód ciężko wyczuć, a układ kierowniczy jest odrobinę nieprecyzyjny. Standardowo samochód napędzany jest poprzez tylną oś, w razie potrzeby możemy dołączyć przednią i wspomagać ją reduktorem. Najważniejsze elementy podwozia chronione są specjalnymi osłonami, które niestety ograniczają odległość podwozia od podłoża do skromnych 18,8 cm. Z tyłu jest troszkę lepiej 21 cm, ale wynik ten i tak nie powala. Pamiętajmy jednak o tym, że w polskich realiach będzie to samochód służący głównie do odliczania podatku VAT, więc jego najczęstszymi przeciwnikami będą po prostu miejskie wysokie krawężniki. Na koniec należy dodać, że miłym zaskoczeniem jest niskie spalanie, które oscyluje w granicach 10 litrów, a na trasie spokojnie można zejść poniżej 8.

 

 

Mitsubishi L200 2.5 D-ID Dakar

Z zewnątrz

Samochód jest specyficzny. Nie każdemu przypadnie do gustu jego bryła z doklejoną „paką”, która w opcji z zabudową wygląda trochę jak odwłok. Samochód w wersji Dakar udekorowano srebrnym grillem podkreślającym sportowe aspiracje pickupa. Dotykowo zdobią go chromowane lusterka oraz napis DAKAR wrzucony na boczne drzwi. Całości dopełnia masywne orurowanie, które wizualnie poprawia wrażenie dużej wytrzymałości samochodu. Z pośród testowanych samochodów L200 wygląda na najlżejszy z nich. Sprawia wrażenie auta dynamicznego, którym aż chce się zjechać z drogi i trochę poszaleć w terenie.  Zachęca do tego również spory prześwit wynoszący 20 cm i głębokość brodzenia wynosząca 50 cm. Całkiem nieźle.

 

 

Wnętrze

Tutaj po entuzjastycznym pierwszym wrażeniu z zewnątrz od wnętrza oczekiwałoby się trochę więcej. Środek L200 jest zdecydowanie najmniej atrakcyjny spośród testowanych pickupów. Rażą trochę odrobinę już archaiczne rozwiązania oraz średnio atrakcyjna tapicerka. Pamiętajmy jednak, że z zamysłu jest to samochód przeznaczony do pracy, a w tego typu pojazdach estetyka wnętrza schodzi na dalszy plan ustępując miejsca praktyczności. Użyte materiały cechują się dobrym spasowaniem, dzięki temu nawet na sporych wybojach nie powinno nas irytować żadne stukanie. Plus w kategorii praktyczności należy się również za tapicerkę. Jej kolor, a także użyte materiały sprawiają, że brud jest słabo widoczny oraz bardzo łatwy do usunięcia. Minusem jest niewielka przestrzeń dla pasażerów siedzących z tyłu. Biorąc pod uwagę przeznaczenie samochodu, który przewozić ma ciężkie materiały, powinno się pomyśleć o miejscu dla kilku silnych osób, które po dojechaniu na miejsce pomogłyby go rozładować. Deska rozdzielcza i zegary są bardzo przejrzyste i intuicyjne w obsłudze. Drażnią jednak trochę ogromne piksele na wyświetlaczu LCD, które na myśl przywodzą pierwsze „kolorowe’ radia z końcówki lat 90-tych. W L200 nie mamy co liczyć na coraz bardziej popularną seryjną nawigację. Głowa do góry, na pocieszkę dostajemy za to umieszczony na wyświetlaczu radia kompas, czy nawet wysokościomierz, z którego większość z nas nigdy nie będzie miała konieczności korzystać.

 

       

 

Właściwości jezdne

Mitsubishi L200 to samochód ze zdecydowanie jednym z najlepszych napędów na rynku. Ciężki pickup rewelacyjnie radzi sobie w terenie dzięki napędowi na 4 koła, który – co nie jest standardem – pozwala na jazdę nawet z maksymalnymi prędkościami. Auto napędza 2.5 litrowy silnik Diesla o mocy 178 KM i momencie obrotowym wynoszącym 400 Nm. Nie jest to za wiele jak na wielkość i silnika i samochodu. Wrażenie braku mocy potęguje dodatkowo hałas, który charakteryzuje się dużą dysproporcją pomiędzy tym, co na obrotomierzu, a tym co pokazuje prędkościomierz. L200 z głośnym rykiem do setki rozpędza się w 12 sekund, a wskazówka zatrzymuje się przy 180 km/h. Pamiętajmy jednak, że jest to samochód terenowy, a tam duży moment i skrzynia z reduktorem spisują się znakomicie. Duży zapas mocy w dolnym zakresie obrotów pozwala na praktycznie bezproblemowe holowanie przyczepy, betoniarki, dwóch i pół Fiatów 500 lub czegokolwiek, co przyjdzie nam do głowy. L200 jest w stanie uciągnąć ciężar o masie 2700 kg, a ładowność samego samochodu to aż 1000 kg. Auto dysponuje prześwitem wynoszącym 20 cm i głębokością brodzenia wynoszącą 50 cm. Warto dodać, że przedni zwis schodzi dość nisko dzięki czemu L200 znakomicie radzi sobie z pokonywaniem nawet stromych wzniesień. Niestety długi tył przy dużych prędkościach i na nierównej drodze potrafi podskakiwać jak bywalec podpoznańskich Manieczek dlatego warto zaopatrzyć się w betonowe bloczki, które pozwolą na jego dociążenie.

 

 

Ford Ranger Wildtrak 3.2 TDCI

Z zewnątrz

Powiało Ameryką. Ranger przywodzi na myśl klasyczne amerykańskie pickupy. Auto sprawia wrażenie dużego, masywnego i bezpiecznego. Ogromna maska, wielkie opony, orurowanie, duże boczne lusterka. Ranger budzi respekt. O terenowych zapędach informują nas naklejki 4x4 umieszczone na wielkiej „pace”, a także ogromna przestrzeń pomiędzy kołami, a błotnikami, w którą z powodzeniem zmieściłaby się głowa. Samochód z każdej strony emanuje dużą mocą. Podkreślają to dodatkowo duże wloty powietrza informujące innych użytkowników drogi o dużej pojemności samochodu, a także wielki przedni grill z pociągniętym przez całą jego długość napisem RANGER. Wielkość samochodu, jak i świadomość jego dużej mocy budzą respekt.

 

 

Wnętrze

Tutaj spodziewałem się czegoś innego. Samochód z zewnątrz nie sprawia wrażenia przyjaznego, ani tym bardziej komfortowego. Wchodząc do środka przekonamy się jednak, że bestia w środku wcale nie jest taka zła. Śmiało można powiedzieć, że Ranger może się poszczycić chyba najlepszym wnętrzem z testowanych samochodów. Można się co prawda przyczepić do samego designu, który jest trochę amerykańsko wyolbrzymiony i co za tym idzie kiczowaty, ale na komfort jak i detale z pewnością nie można narzekać. Na pochwałę zasługuje tu naprawdę sporo. Z dużą dbałością zaprojektowano zegary, które są i czytelne i estetyczne, aczkolwiek nie każdemu przypadnie do gustu ich niebieskie podświetlenie. Wsiadając do Rangera pierwszy raz trzeba chwilę poświęcić na zapoznanie się z deską rozdzielczą. Przy pierwszym wrażeniu przytłacza trochę duża liczba przycisków, jednak już po paru chwilach można się przekonać, że nie taki diabeł straszny. Przycisków owszem jest sporo, ale wszystko jest czytelnie opisane, więc o szybkie opanowanie ustawień jest nietrudno. Wnętrze Rangera zachęca do długich podróży. Przestrzeni dla wszystkich jest aż nadto. W wersji Wildtrak możemy liczyć na skórzaną, naprawdę porządnie wykonaną tapicerkę, dwustrefową klimatyzację i gadżet, który choć trochę ułatwi zaparkowanie pojazdu. Rangera Wildtraka wyposażono w monitor połączony z czujnikiem cofania, dzięki temu zawsze możemy liczyć na pełną kontrolę tyłu pojazdu.

 

              

 

Właściwości jezdne

Stosunek mocy do pojemności to również amerykański klasy. Po pojemności 3.2 l można by spodziewać się trochę więcej. Pickup rozwija moc „zaledwie” 200 KM, co nie powala. Pamiętajmy jednak, że w tego typu samochodach liczy się duży moment obrotowy, a tutaj jest już naprawdę dobrze – 470 Nm. Dzięki temu Ranger jest w stanie przewieźć „w bagażniku” ładunki o masie 1152 kg i długości do 2,5 m, a także ciągnąć za sobą ciężary o masie do – uwaga – 3350 kg. Robi wrażenie. W trudnym terenie możemy liczyć na wsparcie napędu 4x4, który w połączeniu z automatyczną skrzynią i wspierany reduktorem radzi sobie przyzwoicie. Gorzej jest na asfalcie szczególnie przy obciążonym samochodzie. Przełożenia są dosyć krótkie więc automat często zmienia biegi w sposób daleko odbiegający od niezauważalnego. Przy niskich prędkościach szarpie, przy wysokich długo nie może się namyślić, jaki dobrać bieg. Na pochwałę zasługuje natomiast zawieszenie, które jak na pickupa jest bardziej komfortowe od niejednej osobówki. Autem nie trzęsie i nie buja tak bardzo jak w tego typu pojazdach, jednak na nierównej drodze i przy ostrych zakrętach tył lubi odrobinę poszaleć, dlatego tutaj również warto pomyśleć o jego dociążeniu. Prześwit samochodu jest przeciętny i wynosi 23 cm, ale na dużą uwagę zasługują naprawdę rewelacyjne możliwości brodzenia. Rangerem bez obaw możemy wjechać tam, gdzie konkurenci dawno już podziękowali. Fordowski pickup potrafi brodzić, choć może bardziej adekwatne byłoby stwierdzenie pływać w głębokości do 80 cm.

 

Okiem przedsiębiorcy

Dostając możliwość sporego odpisania kosztów nie liczmy na wielkie upusty. Decydując się na SsangYong Actyon Sports 2.0 D Sapphire A/T z 2012 roku możemy liczyć na rabat w wysokości 6000 zł. Ceny startują zaś od 91 000 zł (maksymalna cena 119 500 zł) i w tym wypadku dostajemy samochód naprawdę bardzo bogato wyposażony. Wybierając się do salonu Mitsubishi po model L200 musimy wziąć ze sobą minimum 94 990 zł (maksymalna cena 114 990 zł). Decydując się na model z 2012 roku możemy dostać rabat w wysokości 13000 zł. Chcąc kupić Forda Rangera musimy liczyć się ze sporym wydatkiem. Choć ceny zaczynają się już 92 681 zł to jednak w przeciwieństwie do SsangYonga w standardzie otrzymujemy niewiele. Lista opcji jest dość długa i dodając je bez opamiętania bardzo szybko dojdziemy do kwoty 163 590 zł, a to zdecydowanie najdrożej w teście. Dodać trzeba, że model ten nie jest objęty żadną ofertą promocyjną.

Podsumowanie

Trudno jednoznacznie stwierdzić, który z testowanych samochodów jest najlepszy. Każdy z nich ma swoje wady i zalety w zależności od tego, do czego będzie nam potrzebny. Jeżeli chcemy kierować się tylko i wyłącznie możliwością wykombinowania oszczędności warto wybrać SsangYonga, który z „cywilizowanymi” samochodami ma najwięcej wspólnego. Jeżeli szukamy typowego samochodu do ciężkiej pracy, bez wygórowanych oczekiwań komfortu warto wziąć Mitsubishi. Ford natomiast stworzył samochód, który jest połączeniem wszystkiego, co może być potrzebne. Charakteryzuje się i dobrym komfortem i znakomitymi predyspozycjami do pracy.

 

 

źródłoauto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Porównania

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole