Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Autor: Marcin Witkowski

Zdjęcia: Konrad Czernicki

 

 

 

Prawdziwy sukces.

Wiecie kiedy producenci jakiejś rzeczy mogą mówić o sukcesie? Kiedy nazwa ich dzieła, jest powszechnie używana do określania podobnych produktów innych marek. Na przykład każdy sportowy but to adidasy, wszystkie myjki ciśnieniowe to Karchery, stacje benzynowe to CPNy, a każda wódka to wódka. Hmm, nie to ostatnie to akurat zły przykład, o wiele lepszym jest natomiast Jeep. Nikt nie nazywa auta terenowego inaczej niż właśnie „dżip” niezależnie od tego czy ma 3 czy 93 lata. Ta marka w świadomości każdego mieszkańca naszej planety utrwaliła się jako synonim, kanciastego, siermiężnego wozu do pokonywania wszelkich bezdroży i leśnych duktów. Nie jest tak z resztą bez przyczyny, historia aut z siedmioma żebrami na atrapie chłodnicy miała swój początek już w 1946 roku i od tamtej pory cieszy się opinią jednego z najlepszych, o ile nie najlepszego producenta pojazdów stworzonych do szeroko pojętego off- road’u. Tym razem jeden z samochodów z Toledo w stanie Ohio wpadł w moje przebrzydłe dziennikarskie łapska. Zapraszam zatem do lektury…

 

 

Czasy się zmieniają, a wraz z nimi nasze gusta oraz wymagania w stosunku do aut. Wystarczy porównać modele któregokolwiek z producentów z przed paru lub parunastu lat i te dzisiejsze, próżno w nich szukać podobieństw, to smutne, ale w większości straciły swój charakter, zostały ugrzecznione i w znacznym stopniu zunifikowane. Kiedyś wsiadając do Opla, a następnie przesiadając się na przykład do Citroena, musieliśmy niemalże uczyć się obsługi i prowadzenia samochodu od początku. Teraz jeśli usunąć oznaczenia marki z karoserii i wnętrza nikt nie odgadłby czy to Ford, czy też może Seat. Jednym z naprawdę nielicznych producentów, którego ta plaga w cudowny sposób ominęła jest właśnie Jeep. Pomimo upływu lat te samochody wciąż są bardzo podobne do swoich poprzedników z przed dekad i nie sposób ich pomylić z innymi terenówkami. Ma to oczywiście swoje dobre i złe strony. Jakie? No właśnie, czas przejść do rzeczy.

 

       

 

Pierwsze spotkanie.

Kilka ostatnich dni spędziłem za kierownicą Jeepa Cherokee z wysokoprężnym silnikiem 2.8 CRD, auta które najpierw znienawidziłem, potem pokochałem, a na koniec już sam nie byłem pewien swoich uczuć do niego, jeśli jesteście ciekawi dlaczego, to już tłumaczę.
Jest piękny słoneczny dzień, na parkingu stoję ja, a naprzeciwko mnie On. Sprawia wrażenie większego niż jest naprawdę, bezdyskusyjnie przyciąga spojrzenia każdego bez wyjątku, tym bardziej pokryty czarnym lakierem Brilliant Black Crystal Pearl i stojący na 18-to calowych (opcja) kutych felgach obitych w nieco „baloniaste” opony. Jest kanciasty aż do bólu, cała karoseria nie ma w sobie za kszty finezji, odrobiny delikatności nie znajdziecie nawet pod mikroskopem elektronowym, jednym słowem super! Widać, że to prawdziwy twardy zawodnik, coś pokroju Rambo pomieszanego z King Kongiem i domieszką jakiegoś amerykańskiego gangstera. Nie można mu tego jednak zarzucić jako wady, on właśnie taki ma być: grubo ciosany i trochę nieokrzesany. Jednym będzie się to podobało, inni uznają to za zbyt pretensjonalne, tak czy owak robi wrażenie. Wygląda jakby wyzywał kierowcę na pojedynek, mówiąc: „Pojedźmy w trudny teren, zobaczymy kto wytrzyma więcej, Ty czy JA”, akcentując przy tym znacząco ostatnie słowo. Mi powtarzać dwa razy nie trzeba, więc czym prędzej udałem się za kierownicę.
Pierwsza myśl: „Kurczę z zewnątrz wyglądał na większego”, w środku rewelacji nie ma, pod żadnym względem. Miejsca jak na tak duże auto wcale nie jest za wiele, owszem czwórka pasażerów zmieści się tu bez większych problemów, ale ludzie siedzący w tylnym rzędzie mogą odmówić nam towarzystwa w dalekiej podróży. Z przodu sprawy wyglądają już lepiej i zmieści się tu chyba każdy. Tym nie mniej fotele nie należą do znakomitych, pojęcie trzymania bocznego jest im obce, a śliska skóra, którą są pokryte jedynie pogarsza sytuację. Siedzi się wysoko, co chyba po raz pierwszy mogę uznać jako plus, bo co za tym idzie mamy dobry punkt widzenia praktycznie na cała karoserię. To w znacznym stopniu ułatwia zarówno manewrowanie na ciasnym parkingu pod supermarketem jak i przeprawę przez wąską, błotnistą leśną ścieżkę. Reszta wnętrza nie odbiega od amerykańskich standardów, wszystko wykończone jest plastikiem, z przetopionych chińskich zabawek. Z jednej strony jest to niezbyt przyjemne, z drugiej natomiast ułatwia czyszczenie, jeśli ubrudzimy coś na przykład błotem, a o to w tym wozie nie trudno. Coś za co Jeepowi należy się plus to obsługa wszelkich systemów znajdujących się na pokładzie począwszy od audio, poprzez różnego rodzaju elektronicznych pomagierów, na komputerze pokładowym skończywszy. Nie będziecie mieli problemów z ogarnięciem tego wszystkiego, nawet w samym środku syberyjskiej tajgi w czasie roztopów, intuicyjność i funkcjonalność, jednym słowem wielka klasa.

 

       

 

No to w drogę…

Zostawmy jednak, w przypadku tego auta, te mało ważne aspekty i przejdźmy do wrażeń z jazdy. Siłą rzeczy pierwsze kilometry musiałem Cherokeem pokonać po asfalcie i wtedy właśnie stwierdziłem, że nienawidzę tego samochodu. Zacznę trochę nie po kolei bo od skrzyni. W mojej testówce znalazł się pięciobiegowy automat, który mimo iż nie jest mistrzem zmiany biegów, a przy przyspieszaniu niepotrzebnie zapędza silnik w górne partie obrotów, gdzie rośnie tylko poziom decybeli, a mocy już niestety nie, to mimo wszystko łatwo się z nim „dogadać” i według mnie jest najlepszą propozycją do tego auta. Komfort podróżowania jest porównywalny z żukiem, precyzja prowadzenia podobnie. Jeep sunie wysoko nad drogą, a zawieszenie zdecydowanie przejawia skłonności terenowe. Musimy się więc liczyć z poważnymi przechyłami nadwozia w zakrętach, oraz bardzo niskim komfortem resorowania na wszelkich nierównościach. Cóż taka jego natura, albo to pokochacie albo znienawidzicie. Tak czy owak jadąc Cherokee po drogach utwardzonych, bez problemu zauważycie różnicę, między SUVami a rasową terenówką i w tym momencie, będziecie się modlić o teleportacje, do jakiejś grzecznej, paskudnej i nudnej Toyoty Rav4.

 

       

 

Po kilkunastu kilometrach takiej katorgi dotarłem wreszcie, do skrawka, czegoś, co cywilizowani ludzie nazywają dziką przyrodą, trochę błota i kamieni, czyli znalazłem się w naturalnym środowisku Jeepa. To co potrafi to auto w terenie przerosło moje najśmielsze oczekiwania, off – road’owe korzenie marki widać od razu. W bardziej nieprzyjaznym terenie poradziłby sobie chyba tylko czołg T34, albo Jeep Wrangler, ale ten znowu jest zbyt hardcorowy do codziennego użytku. Nawet na szosowych oponach nie straszne mu błoto, czy glina sięgające do samych progów. Cherokee zaledwie rozgrzewa się w miejscach, na widok których inne samochody rozpadłyby się ze strachu. Jeśli wydaje się wam, że ugrzęźliście już na dobre wystarczy włączyć napęd na 4 koła z reduktorem (4WD LOW) włączyć kontrolę trakcji, przełączyć dźwignię zmiany biegów w pozycję D, operować gazem i ze szczęką opadniętą do podłogi podziwiać jak wasze auto wygrzebuje się choćby z samego środka bagien Everglades.
Kiedy wreszcie opuścicie bagniste ostępy, obetrzecie pot z czoła, wasze ręce przestaną drżeć z przerażenia i rozpoczniecie powrót do ciepłego domu, zobaczycie jak niesamowitą metamorfozę przeszedł właśnie Jeep. Zawieszenie nagle wyda wam się najlepszym kompromisem pomiędzy, sztywnością, a komfortem, wygoda podróżowania będzie porównywalny z Maybachem, a precyzja prowadzenia rodem z Porsche. Kiedy Cherokee wyciągnie was swoimi ponadnaturalnymi siłami z najgłębszych zakamarków puszczy, po prostu bezwarunkowo go pokochacie, wszystkie jego wady odejdą na bok, a każda rysa na lakierze, będzie piękna niczym zmarszczka na twarzy ukochanej kobiety.

 

           

 

Kochać go czy nienawidzić?

Podsumujmy więc ten osobliwy pojazd. Bez wątpienia nie jest wolny od błędów, bo można ich tu znaleźć całą masę i to nawet specjalnie nie szukając, na szczęście ma też całe mnóstwo zalet, dzięki którym możemy puścić w niepamięć wszystkie jego potknięcia. Jeśli szukacie auta do jazdy po mieście i lansowania się za kierownicą to omińcie Jeepa szerokim łukiem, to samochód nie dla was. Natomiast kiedy poszukujecie kompana, który nie zawiedzie was w żadnej sytuacji, a jednocześnie jesteście w stanie zaakceptować jego wady, to Cherokee to właśnie coś wręcz idealnego dla was. Ja wciąż mam mieszane uczucia, chociaż chyba sam siebie oszukuje próbując sobie wmówić, że nie kupiłbym tego auta. Moja podświadomość i serce podpowiadają mi bowiem coś zupełnie innego.

 

 

Dane techniczne Jeep Cherokee 2.8 CRD Limited
Silnik turbodiesel, R4, 16 zaw.
Typ zasilania paliwem wtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność 2768 cm³
Moc maksymalna 130 kW (177 KM), 3800 obr/min
Maks. moment obrotowy 460 Nm, 2000 obr/min
Skrzynia biegów automatyczna, 5-biegowa
Zbiornik paliwa 70 l
Napęd 4x4
Wymiary (dł./szer./wys.) 4493 x 1839 x 1797 mm
Masa własna / ładowność 1985 / 535 kg
Pojemność bagażnika 419 l
Spalanie: miasto/trasa/średnie  12,2 / 7,8 / 9,4
Emisja CO2 228 g/km
Prędkość maksymalna 180 km/h
Przyśpieszenie 0-100 km/h 10,5 s
Cena wersji podstawowej  172 370 zł
Cena wersji testowej  ok 185 000 zł

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole