Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

 

 

 

Ktoś kiedyś powiedział, że ksywkę wybiera się tylko raz. Jak widać Japończycy o tym nie słyszeli. Znany i popularny model postanowiono nazwać inaczej. Zamiast starej, poczciwej Corolli stworzono Aurisa. Sama nazwa była bardzo przemyślana. Wzięła się od łacińskiego słowa aurum oznaczającego złoto, w oparciu o to opracowano również całą kampanię reklamową z hasłem „Złota era Toyoty”. Wszystko super, tylko pierwszy Auris nie okazał się takim hitem, na jaki liczono i zamiast złotych jajek przyniósł spore rozczarowanie.

Cóż największym błędem było chyba nie wprowadzenie wersji kombi, co w przypadku rynku europejskiego wydaje się co najmniej dziwne. Tak wiem, jak ktoś chciał kombi mógł kupić Toyotę Verso, ale Auris to Auris, a Verso pasowała bardziej do segmentu minivanów niż kompaktów.

W 2012 roku przyszła pora na zmiany, które tym razem może uda się zamienić na złoto. Auris w nowej odsłonie nie powiela już błędów poprzednika. Toyota dodała do oferty odmianę kombi, totalnie też zmieniła stylistykę auta czyniąc je znacznie bardziej wyrazistym niż w przypadku pierwszej generacji.

 

 

Z zewnątrz

Zmiana jaka zaszła w stosunku do poprzedniego modelu jest wręcz ogromna. Krągłości poszły w niepamięć, Auris w nowej odsłonie to kombinacja prostych linii i ostrych cięć. Stylistyka raczej każdemu przypadnie do gustu, a nawet jeśli nie, to przynajmniej nikt nie powie więcej o Aurisie, że jest nijaki. Z przodu od razu rzucają się w oczy ostre linie reflektorów, w które wkomponowano ledy do jazdy dziennej. Ciekawie zaprojektowano wlot powietrza, a w trójkątnych tunelach umieszczono reflektory halogenowe. Tył samochodu kojarzy się natomiast z Hyundaiem i30, zwłaszcza w jeżeli chodzi o reflektory, ale ogólnie mówiąc nowy Auris prezentuje się znacznie lepiej i bardziej wyraziście niż poprzednik.

 

 

Wnętrze

Tutaj również znajdziemy sporą masę zmian. Wnętrze pozbawione jest tandetnych srebrnych wstawek znanych z poprzednika. Tutaj postawiono na kombinację czerni z bielą i błękitem. Kształt deski oraz użyte materiały na pierwszy rzut oka wydają się przenosić Aurisa o klasę wyżej. Auris celować ma chyba w młodych klientów, świadczy o tym nie tylko wygląd, ale również sama konstrukcja wnętrza. Linie dachu poprowadzono znacznie niżej, niżej również umieszczono fotele, co dla starszych osób, lub takich którzy dawno zapomnieli kiedy mieli prawidłowe BMI może wróżyć kłopoty zwłaszcza przy wysiadaniu.

O tym, że jest to auto raczej dla młodych ludzi z ewentualnymi pociechami świadczy również ilość oferowanej przestrzeni. Z przodu w sam raz dla mamy i taty, z tyłu miejsca wystarczy raczej dla dzieci, lub osób, których natura nie obdarzyła wysokim wzrostem – brakuje miejsca nad głową i przed kolanami. Przednie fotele są odrobinę za wąskie, przez co zapewniają komfort podróżowania, ale głównie szczupłym osobom. Plus należy się natomiast za upstrzoną różnymi przyciskami, trójramienną kierownicę. Choć jej zakres regulacji jest raczej przeciętny, to samo koło bardzo wygodnie leży w dłoniach. Przy kierownicy umieszczono również łopatki do zmiany biegów.

Choć we wnętrzu dominuje czerń trudno powiedzieć, że jest nudno i ponuro. Użycie dużej ilości różnych materiałów sprawia, że środek Aurisa zyskuje elegancji. Jedynym zgrzytem jest umieszczony centralnie, tak żeby wszyscy mogli go podziwiać zegarek. Dawno już nie widziałem czegoś takiego. Zwykły czasomierz, który wygląda raczej jak z domowego radio-budzika lub aut Daewoo, niż z nowoczesnego samochodu. Strasznie się gryzie przede wszystkim z dużym kolorowym dotykowym wyświetlaczem nawigacji i z licznikami. Same liczniki w dziennym świetle wyglądają rewelacyjnie. Są bardzo czytelne, ładnie podświetlone i ciekawie zaprojektowane. W nocy jednak ich kolorystyka sprawia, że przypominają odrobinę wieże stereo z lat dziewięćdziesiątych.

 

       

 

Właściwości jezdne

Testowany Aulis napędzany był benzynowym silnikiem o pojemności 1.6 l, generującym moc wynoszącą 132 KM. Nad jego pracą czuwała natomiast automatyczna bezstopniowa skrzynia biegów Multidrive S. Korzystanie z niej wymaga pewnego przyzwyczajenia z uwagi na momentami dziwną charakterystykę pracy – auto przyśpiesza równomiernie, a obrotomierz faluje. Skrzynia ta działa niestety tak, że pełną moc oddaje kierującemu tylko przy naprawdę wysokich obrotach, więc podczas dynamicznego przyśpieszania musimy liczyć się z tym, że silnik będzie wył z częstotliwością 6000 obrotów na minutę.

Wielką zaletą natomiast jest znakomita płynność pracy skrzyni Multidrive S, oraz niższe niż w przypadku wersji z manualną zmianą biegów zużycie paliwa. Kolejnym miłym zaskoczeniem podczas jazdy jest również samo zawieszenie Aurisa. Auto znakomicie tłumi nierówności, skutecznie eliminując każdy stuk, czy zgrzyt pochodzący z zewnątrz. Wszystko prawie znakomicie gdyby nie układ kierowniczy, a konkretniej wspomaganie. Jest po prostu zbyt silne, przez co na początku trudniej jest wyczuć auto, co przy niespodziewanych i gwałtownych manewrach może okazać się zagrożeniem. Sytuację ratuje tutaj tylko to, że podczas szybszej jazdy układ kierowniczy usztywnia się dając tym samym większe poczucie kontroli nad pojazdem.

Okiem przedsiębiorcy

Za podstawową Toyotę Auris przyjdzie nam zapłacić 59 900 zł, co jak na ten segment aut jest jeszcze do przełknięcia. Za auto w testowanej wersji Prestige zapłacimy natomiast 85 900 zł (80 900 zł w przypadku manualnej skrzyni biegów). Czy to dużo? I tak i nie. Tak, bo 86 tys. to jednak spory wydatek, nie, bo za tę cenę dostajemy w standardzie naprawdę dużo.

Standard obejmuje w tym wypadku np. tempomat, biksenonowe skrętne lampy, komplet poduszek i systemów wspomagających bezpieczną jazdę, oraz kamerę cofania połączoną z centralnym wyświetlaczem. Kamera choć przydatna, to jednak umieszczona tak, że w deszczowy dzień bardzo szybko się brudzi przez co przed parkowaniem trzeba ją po prostu przetrzeć.

Auris w wersji Prestige to auto w pełni wyposażone i gotowe do jazdy, a wszystkie dodatki to w zasadzie nasze widzimisię. Najdroższą opcją jest pakiet Executive – panoramiczny dach z elektryczną roletą, skórzane fotele (w standardzie są welurowe ze skórzanymi boczkami) i 17-calowe felgi – 7500 zł. Kolejnym dodatkiem bez którego większość kierowców może się obejść to system audio JBL zawierający wzmacniacz + 9 głośników, oraz nawigację Touch&Go – 6000 zł  (nawigację połączoną z radiem można dokupić oddzielnie za 3000 zł). Jak widać nie jest wcale tak drogo.

 

                             

 

Podsumowanie

Nowa Toyota Auris jest autem godnym polecenia, chociaż właściwie nie wiem komu ją polecić. Jej kształt z nisko osadzonymi fotelami i niską pozycją za kierownicą jest propozycją raczej dla młodych ludzi. Z kolei jej umiarkowana dynamika bardziej odpowiada starszym ludziom, którzy już zdążyli się wyszaleć. Polecić można ją natomiast tym, którzy ponad sportowe osiągi cenią sobie ciekawą stylistykę, komfort podróżowania, bogate wyposażenie i wspominaną przez wszystkich bezawaryjność.

 

 

 

 

Źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole