Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Zdjęcia: Dominik Kopyciński oraz autor

 

 

Ten samochód niczego nie udaje. To nie jakiś tani, marketingowy chwyt w nazwie. To po prostu dobra, japońska szkoła tworzenia sportowych samochodów. Tak jak członek Yakuzy, Suzuki jest niepozorne, ale walczy doskonale.

Suzuki takie ciche jest jedynie z wymiarów. Sportowe dodatki w karoserii widać na każdym kroku. Spojrzymy na przód samochodu, zobaczymy agresywne zderzaki, z boku niskie progi oraz 17-calowe felgi. Tył auta również nie nudzi, ponieważ spojler oraz dyfuzor z wtopionym światłem przeciwmgielnym (jak rajdówka) wzbudzają emocje. Nawet z góry Swift zachwyca czarnym dachem na tle białego, perłowego lakieru. Nie byłem anonimowym użytkownikiem drogi. Jednym zdaniem widać, że Suzuki Swift Sport skrywa małe co nie co. Dodatkowo warto wspomnieć, że auto zostało obniżone o 10 mm. Niby niewiele, ale zarówno wizualnie, jak i mechanicznie czuć różnicę.

 

               

 

To co rzuciło się na nas stojąc przed samochodem, spotka nas również w środku, ale w dużo mniejszym stopniu. Kubełkowe fotele, czerwone przeszycia, skórzana kierownica oraz aluminiowe nakładki na pedały odróżniając tę wersję od standardowego Swifta. Może to nie za wiele, ale zawsze jakiś akcent. Niestety wykończenie jest plastikowe i zbyt surowe, lecz nie toporne. Przyczyną może być po prostu fakt, że wnętrze mocno się postarzało i pochodzi z kilku lat wstecz.

Przez to sam projekt deski rozdzielczej jest przeciętny. Nie rzuca na kolana ani ułożeniem, ani nowoczesnością. Jego zaletami jest tylko to , że jest bardzo ergonomiczny i prosty. W sumie dość stereotypowa, japońska cechy. Ewentualnym zaprzeczeniem tej tezy jest przycisk spryskiwacza szyb. Próżno go szukać na wajchach za kierownicą jak to zazwyczaj bywa. Znajduje się on na desce rozdzielczej, koło innych standardowych przycisków. Ot taka zagadka i indywidualność.

Wnętrze Swifta Sport skrywa jeszcze jedno – bogate wyposażenie. Znajdziemy w nim tempomat, automatyczną klimatyzację, radio CD/MP3 i gniazdo USB. Brakuje nawigacji, ale malutki wyświetlacz radia to maksimum kontaktu auta z użytkownikiem. Poza tym kto jeżdżąc dynamicznie ma czas patrzeć na ekrany nawigacji. Można by zaryzykować stwierdzenie, że producent zrobił to celowo, by chronić kierowcę przed rozpraszaniem uwagi. Kto wie?

 

 

Jeśli chodzi o przestrzeń, Swift Sport otrzyma ode mnie naganę. Na tylną kanapę wskoczą jedynie pasażerowie do 180 cm wzrostu, ale bez walizek, ba nawet reklamówek! Bagażnik ma tylko 213 litrów i dodatkowo posiada wysoki próg załadunku. Taka pojemność to wartość bliższa rankingowi najmniejszych bagażników na rynku. Nawet auta z niższego segmentu mają trochę większe kufry (choćby Citigo). Rozumiem, że to sportowy wóz, ale w Polsce będzie musiał służyć też częściej niż w weekend. Kontynuując jednak temat przewodni jest to jednak idealna opcja dla samodzielnego działacza Yakuzy. Minigun i garnitur powinny mimo wszystko się zmieścić.

Suzuki Swift Sport ma jednak inny cel niż komfortowe przewożenie pasażerów po mieście. Od tego powiedzmy, że jest zwykły Swift. Ta wersja to demon mocy i prędkości. Teoretycznie 136 KM w wolnossącym 1,6 i tylko 8,6 sekundy do setki to nie rekordy, ale to o 1/3 mocy więcej niż standardowy motor. Największą zaletą jest „ciągnięcie” silnika od niskich obrotów aż do 6900 obr/min. Wtedy czujemy wszystkie 136 KM oraz 160 NM maksymalnego momentu obrotowego (od 4400 obr/min). Najlepsze przyspieszenie czuć przy 90 km/h, a prędkość maksymalna to 195 km/h. Na papierze może nie wygląda to tak dobrze jak na żywo, ale uwierzcie mi – Swift Sport to świetne przełożenie mocy na odczucia kierowcy (tzw uśmiech-banan).

Oprócz mocy istotny jest również sposób prowadzenia tego auta. Świetnie zestrojone zawieszenie powoduje, że chciałbyś zamieszkać w górach, gdzie na kilometr drogi jest kilkanaście zakrętów. I to od razu po ruszeniu. Mały promień skrętu oraz wydajne hamulce zapewniają świetną zabawę, nawet dla niezbyt doświadczonych kierowców. Wraz z dobrą 6-stopniową, manualną skrzynią biegów oraz spalaniem rzędu 6 litrów na 100 kilometrów (tak, to nie pomyłka) bezołowiowej - czego chcieć więcej? Swift Sport staje się wówczas doskonałą zabawką – szybką i tanią! Jeśli chodzi o samochody, rzadko kiedy te dwie cechy idą w parze.

 

       

 

Okiem przedsiębiorcy

Ale czy na pewno taką tanią? 69 000 złotych to dużo patrząc na gabaryty tego autka. Aczkolwiek dołączając akcenty sportowe jest to do przełknięcia. Zwłaszcza, że auto posiada systemy ABS, EBD, BAS (awaryjne hamowanie) oraz komplet poduszek powietrznych, a także biksenonowe reflektory. Przydadzą się jeśli po tych zakrętach zechcecie jeździć nocą. Oczywiście w wyposażeniu znajdują się również wspomniane wcześniej wygody. Ponadto patrząc na konkurencję, nie jest to kwota wygórowana.

 

                             

 

Suzuki Swift Sport to samochód zwiększający poziom adrenaliny na każdym kroku. Robi to nie tylko samym wyglądem, ale co ważniejsze sposobem jazdy. Mnie osobiście zauroczył, ale mam słabość do tego typu samochodów. Tak jak go nazwałem to w pełni wartościowy gracz Yakuzy – mały, ale potrafi „przywalić” innym. Dlatego mocniejsi i nawet więksi rywale muszą mieć się na baczności.

 

 

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole