Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

Autor: Marcin Witkowski

Zdjęcia: Arkadiusz Barański

 

 

 

Po kilku tygodniach jazdy małymi autami, które skórzaną tapicerkę widziały tylko na zdjęciach, a słowo komfort omijają tak szerokim łukiem jak tylko ich małe kółeczka im na to pozwalają, tym razem miałem jednak zetknąć się nie z jeziorem, ale z całym oceanem luksusu. Wszystko to za sprawą, ogromnego flagowego okrętu spod znaku Volvo, a konkretnie chodzi mi o model xc90, wyposażonego we wszystko co dusza zapragnie. Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tym jak przez kilka dni pławiłem się w luksusie to serdecznie zapraszam, inni niech dalej szybko zmienią stronę w swojej przeglądarce.

 

 

Zacznijmy od.... końca
 
Co wiedziałem o wielkim Volvo przed spotkaniem? Hmm... Muszę przyznać, że nie wiele. Wiedziałem, że jest wielki i obrzydliwie luksusowy, a przy tym zaprojektowany tak, aby nie raził nowobogackim stylem, jak to okropne Q7, fuj. Do dziś nie wiem co ludzie widzą w tym wielkim paskudnym Audi dla dresiarzy, którzy dopiero co się dorobili i chcą zgrywać ludzi z wyższych sfer, wiem za to co ludzie widzą w ogromnym SUVie ze Szwecji. Tego akurat nie trudno sie domyślić, jeśli ma sie choć odrobinę dobrego smaku i nigdy nie chodziło się w szeleszczących spodniach z kilkoma białymi paskami na nogawkach. XC90 to typowy przedstawiciel luksusowych pseudo terenówek, z których podobno 95% nigdy nie zjeżdża z utwardzonych dróg, ma jednak w sobie coś wyjątkowego co sprawia, że nie jest pretensjonalne, nie razi swoim luksusem, nie obnosi się z tym jak bardzo jest drogie, dlaczego? Bo nie musi! Niby czemu miałoby to robić, to nie auto do lansu nikt nie zakłada do niego wielki chromowanych felg, nie przyodziewa go w groteskowe „bodykity”, ani nie wystawia przed dom, tylko po to, żeby kuło sąsiadów w oczy. Największe osobowe Volvo w historii zostało stworzone, dla ludzi, którzy wyrośli juz dawno z afiszowania się swoim bogactwem, albo nigdy nie mieli takiej potrzeby. Dla arystokracji, która docenia stonowane monumentalne piękno, które nie rzuca się w oczy, dla facetów, którzy mają na tyle duże przyrodzenie, że nie potrzebują, aby każda dziewczyna na ulicy oglądała się za ich wozem. XC90 to nie tylko samochód to styl życia, nieosiągalny dla wielu przeciętnych zjadaczy kawioru.
 
Właściwie to nie jestem pewny, czy nie powinienem tego wszystkiego napisać na końcu, aby pozostawić w was czytelnikach chociaż ziarenko niepewności, o tym co napisze o tym aucie. Z tym, że to nie miało znaczenia, ludzie, którzy lepiej wiedzą co napiszę dalej już dawno zajęli się czymś innym, została tylko garstka tych, którzy jednak przeczuwają, że w tym całym lukrowanym wstępie jest ukryty jakiś haczyk. I wiecie co? Nie mylicie się.

 

       

 

Koń jaki jest każdy widzi.
 
Właściwie nie muszę pisać o tym jak wygląda to auto, bo każdy z was naoglądał się go już wystarczająco przez te wszystkie lata kiedy to xc90 jest na rynku, a trwa to już wcale niemałą chwilę. Wielki Szwed właściwie nie ma w swoim zewnętrznym wyglądzie nic, co sprawiłoby, że 10 letni chłopczyk marzyłby o tym aucie po nocach. Poza tym, że jest naprawdę ogromne to tak naprawdę nie rzuca się w oczy, jest typowo skandynawskie, od razu widać, że zaprojektował je ktoś o temperaturze ciała -28 stopni Celsjusza. Jest do bólu stonowane, a przy tym wprost kojące dla oka, po ciężkim i stresującym dniu w pracy wystarczy, że popatrzysz na to auto (tym bardziej gdy jest Twoje) i ze zdenerwowanego wariata, zmieniasz się w spokojnego i opanowanego człowieka. Właściwie jakakolwiek forma obcowania z tym autem jest jak medytacja, czujesz wewnętrzny spokój. Cóż więcej można napisać o wyglądzie zewnętrznym xc90? Po tylu latach na rynku, juz wszystko zostało powiedziane, ostatnio miał miejsce drobny lifting tego auta, ale nikt kto nie jest uzbrojony w mikroskop nie zauważy żadnych zmian. Tylko, że o to chodzi, ten samochód nie ma szokować, coraz bardziej zwariowanym wyglądem, nie ma zmieniać swoim wyglądem tak często jak trendy w modzie, czyli co jakieś 0.00018 sekundy, ma za to być niewzruszone niczym norweski fiord, niczym szwedzkie lodowce i skandynawska tundra, która jest niezmieniona od setek tysięcy lat. Swoim wyglądem to auto ma w jak najbardziej dyskretny sposób pokazywać, swój prestiż i przynależność klasową swojego właściciela.

 

       

 

Parę słów krytyki   
 
Nad karoserią Volvo nie ma co dłużej się rozwodzić, czas przejść do wnętrza, a w mojej wersji jest o czym opowiadać, po pierwsze dla tego, że testówka była wyposażona we wszystko co można sobie tylko wymyślić, a po drugie dlatego, że mam tu masę błędów do wytknięcia. Wnętrze xc90 robi wrażenie, kiedy wsiądziemy do niego po raz pierwszy od razu wiadomo, że mamy do czynienia z autem naprawdę wysokiej klasy. Miejsca jest więcej niż ma do dyspozycji osoba pracująca w kiosku Ruchu, a pamiętajmy, że mówimy o samochodzie. Wszystko jest wyściełane wysokiej jakości skórą, do dyspozycji mamy telefon, lodówkę, klimatyzacje w każdym rzędzie siedzeń, monitory w zagłówkach z oddzielnym systemem audio, nawigację, ze sporym ekranem, drewnianą kierownicę, fotele z funkcją masażu i audiofilski system nagłośnienia, słowem wszystko czego dusza zapragnie. Ale czy aby na pewno? Otóż nie. Po wyglądzie wnętrza wielkiego Szweda od razu widać, jak wiele czasu minęło od wprowadzenia go do produkcji. A sądząc po nowoczesności deski rozdzielczej musiało być to gdzieś w okolicach epoki lodowcowej i nie mam na myśli tej bajki dla dzieci. Konsola centralna jest tak paskudnie nudna i szara, że aż nie chce mi się wierzyć, że to nie żart, że jest dalej montowana w tym aucie. Nawet nie chodzi o to, że przydałby się jej lifting, trzeba ja po prostu wyrzucić i zaprojektować od nowa. Ilość szarego tworzywa (bądź co bądź miękkiego) wystarczyłaby na rok chińskiej fabryce kaloszy, ale pod żadnym pozorem nie powinna się pojawić w takim świetnym aucie jak xc90. Jakby tego było mało ilość przycisków wprost przytłacza, na szczęście tylko na pierwszy rzut oka, potem każdy głupi się w tym połapie, ale w pierwszym odruchu może przerazić. Ekran nawigacji wysuwa się pod idiotycznym kątem, niby wszystko ok, niby wszystko widać, ale wewnętrzny głos mówi nam, że coś tu nie gra i ma racje, bo obudowa wygląda jakby była na siłę przekrzywiona. Jedyne co przypadło mi do gustu w przedniej części wnętrza to podświetlenie zegarów, jest oryginalne, uspokajające i jest jedyną rzeczą na której można zawiesić wzrok siedząc za kierownicą. W dalszej części tak zwanego „środka” jest już lepiej, bo tam właściwie ciężko byłoby coś zepsuć. Razi mnie już tylko jedna rzecz, mianowicie zagłówki, bez możliwości regulacji, co z tego, że są w nich zainstalowane monitory, ten problem można było rozwiązać, a w tej klasie takie niedopracowanie, razi bardziej niż słońce w samo południe na środku Sahary. Cała reszta jest poza tym na co ponarzekałem wspaniała i dokładnie taka jakbym tego oczekiwał, a uwierzcie mi, że wymagania mam wysokie.

 

       

 

Niezwykłe walory edukacyjne

Pozostały nam juz tylko wrażenia z jazdy, a te są naprawdę ciekawe i pokazują, jak wielkie możliwości edukacyjne ma nowe Volvo. Zacznijmy jednak od silnika i skrzyni biegów. W mojej testówce pod maska ukryty był potężny diesel o pojemności 2,4 litra zamkniętych w pięciu cylindrach i mocy 185 km. Kawal naprawdę dobrego motoru, wydaje się jakby rozmiary i waga auta nie miały dla niego żadnego znaczenia, rozpędza wielkiego Szweda, zupełnie jakby to  była zabawka dla dzieci w stylu smarta. Kultura pracy jest powalająca, a dźwięk w żaden sposób nie przypomina innych wysokoprężnych motorów. Skrzynia biegów może i nie jest szczytem myśli technicznej, ale nie budzi też większych zastrzeżeń i bez problemu można znaleźć z nią wspólny język. Duża masa Volvo daje jednak o sobie znać kiedy odwiedzamy stację benzynową, spalanie kształtuje się na poziomie 12 litrów, a przy naprawdę oszczędnej jeździe można zejść do 9, tylko po co się męczyć? W tym aucie i tak spalanie nie jest głównym kryterium zakupu, a każdego kogo stać na xc90 stać też na paliwo do niego. Mówiłem już, że jest ogromne prawda? Właściwie to jest wielkie jak czołg, albo jak kilka naprawdę wyrośniętych łosi, generalnie, 90% kierowców widząc we wstecznych lusterkach coś tak wielkiego jest przerażona już z założenia, tym bardziej jeśli to coś zbliża się z dosyć dużą prędkością. Jeśli jechaliście kiedyś w nocy i zaczęło wam się spieszyć do łóżka to z pewnością wiecie co jest zmorą polskich dróg wielopasmowych nocą. Chodzi mi o istoty ludzkie obdarzone prawem jazdy i samochodem, za to nie obdarzone w żadnym stopniu mózgiem. Osobnik taki zajmuje lewy pas ruchu i porusza się nim z prędkością ślimaka, lekceważąc i utrudniając życie tym, ktorzy chcąc jak najszybciej i bezkolizyjnie dojechać do celu, najgorsze jest to, że żadne mryganie długimi, włączanie lewego kierunkowskazu, a nawet grubiańskie trąbienie nic w ich przypadku nie daje. Sprawy mają jednak zupełnie inny obrót, kiedy siedzimy za kierownicą xc90, auta, które w świecie motoryzacji jest prawdziwym ministrem edukacji. Ten wielki wiking ma naprawdę mocne reflektory, uwierzcie mi wydają się jeszcze mocniejsze, z powodu ich punktu montażu na wysokości lusterek wstecznych każdego innego auta. Żaden nocny lewo pasmowy powolny jeźdźca nie wytrzymuje dłużej niż  15 sekund jazdy na długich światłach tuż za zderzakiem jego zdezelowanej felicji kombi. Coś wspaniałego, za kierownicą tego volvo każdy poczuje w sobie ducha nauczyciela. Poza tym wszystkim prowadzenie Volvo jest nawet lepsze niż można by się spodziewać po wysoko osadzonym środku ciężkości i gabarytach porównywalnych ze słoniem. Jest wygodnie komfortowo i spokojnie jak to przystało na Skandynawa.

 

 

Mimo wad, które wymieniłem i tego, że xc90 jest już właściwie nieco przestarzały, to wciąż samochód warty uwagi, z tym, że trzeba do niego dorosnąć, nie wystarczą same pieniądze, trzeba widzieć, jeszcze coś poza nimi...

 

 

Dane techniczne Volvo XC90 D5 Executive
Silnik turbodiesel, R5
Typ zasilania paliwem wtrysk bezpośredni Common Rail
Pojemność 2400 cm³
Moc maksymalna 136 kW (185 KM), 4000 obr/min
Maks. moment obrotowy 400 Nm, 2000-2750 obr/min
Skrzynia biegów automatyczna, 6 biegowa
Zbiornik paliwa 80 l
Napęd 4x4
Wymiary (dł./szer./wys.) 4807 x 1898 x 1784 mm
Masa własna 2102 kg
Pojemność bagażnika 483 l
Spalanie: miasto/trasa/średnie  11,7 / 8,5 / 9,6
Emisja CO2 224 g/km
Prędkość maksymalna 190 km/h
Przyśpieszenie 0-100 km/h 11,5 s
Cena wersji podstawowej  241 500 zł
Cena wersji testowej  266 530 zł

 

 

źródło: auto-strefa.pl
Wszelkie kopiowanie bez zgody zabronione!

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole