Ta witryna używa plików cookie, aby zapewnić użytkownikom maksymalny komfort przeglądania.
Aby dowiedzieć się więcej na temat cookies oraz w jaki sposób je wykorzystujemy, kliknij więcej informacji.

Akceptuję Więcej informacji

Autor:   

 

 

NX jest nowym wytworem japońskiej wyobraźni z wieloma aspektami luksusu. Jeśli go już widzieliście, wiecie o czym mówię. Jeśli jeszcze nie, to powiem, że to auto idealnie wpasowuje się w krajobraz mangi.

 

W moje ręce wpadł ostatnio ten świeży crossover w odmianie hybrydowym w białym lakierze i najwyższą wersją wyposażenia – Prestige. Czego chcieć więcej – niczego, tylko się cieszyć!

 

Tak właśnie robiłem przez cały tydzień, ale najważniejsze, że nie tylko ja. Lexus NX wygląda niczym wielki, dwutonowy nieoszlifowany diament. Jego rysy wyglądają jak po spotkaniu z mieczem samuraja, a ilość kątów i załamań liczona jest w kilkaset. Policzenie powierzchni blachy byłoby idealnym zadaniem na rozszerzonej maturze z matematyki (dobrze, że mam ją już za sobą).

 

 

Ale wróćmy na chwilę do rzeczywistości, którą umówmy się, Lexus lekko nagina. Standardowe są jedynie 18-calowe felgi, ale reflektory (LEDowe i biksenonowe doświetlające zakręty) to niespotykane linie. NX to po prostu niepowtarzalny crossover i stawia ten segment w zupełnie nowym świetle!

 

A jak w środku? Już trochę spokojniej, chociaż do końca nie nazwałbym tak czerwonej/bordowej (oceńcie sami) skóry na fotelach, czytelnego head-up displaya lub mało intuicyjnego pada (jak w laptopie), który jest myszką sterującą interfejs samochodu. Tu warto się zatrzymać bo zastępuje ona większość sterowania – to źle, bo nawet przycisku „powrót” japońscy inżynierowie postanowili oszczędzić.

 

Nie pomaga również kierownica, która jest podgrzewana, ale skrywa przyciski od audio i komend głosowych ale nawigacyjnie obsługuje tylko komputer pomiędzy zegarami. Dlatego też myszka to nasz ostateczny prowadzący po multimediach itp., a jest po czym kierować: nawigacja (trochę gubiąca się w Polsce i z przestarzałym designem), aplikacje internetowe (StreetView), świetne audio od Marka Levinsona, czy łączność telefonu z autem za pomocą BT.

 

 

Lexus NX w wersji Prestige to również inne nowinki technicznie. M. in. podgrzewane i wentylowane fotele z elektryczną regulacją i pamięcią 3 ustawień, elektrycznie otwierany bagażnik i składanie tylnych foteli (ułatwia pakowanie), ale też niespodzianki. Przykładowo indukcyjną ładowarkę do telefonu i modem Wi-Fi i uwaga – przykrywkę schowka, która jednocześnie spod spodu jest lusterkiem – panie zachwycone!

 

Co do przestrzeni mam mieszane uczucie. Gdy po raz pierwszy wsiadłem do NX poczułem się lekko klaustrofobicznie, ponieważ z każdej strony coś mnie otaczało. Później jednak, wysoka pozycja za kierownicą i komfort dla każdej z 4 pasażerów przekonały mnie, że Lexus NX to przestrzenne auto. Pamiętajmy, że to hybryda, więc inżynierowie dobrze poradzili sobie z ukryciem akumulatorów. Bagażnik ma foremny kształt i mieści 475 litrów.

 

Jak już wspomniałem o Lexusowym „żegnajcie diesle, witajcie hybrydy” czas opisać system napędowy NX. Nie jest to prosta konstrukcja ponieważ obejmuje 2 silniki elektryczne:

 

·         Odpowiedzialny za napęd przedniej osi do 65 km/h o mocy 143 KM

 

·         Tylny silnik elektryczny napędzający pozostałe dwa koła (68 KM).

 

Gdy to jednak nie wystarczy do akcji wchodzi benzynowy motor o pojemności 2,5 litra i mocy 155 KM. Dzięki takiemu mixowi auto może pochwalić się napędem 4x4. Uzupełnia go bezstopniowa e-CVT, brzmiąca jak kosiarka…

 

 

Będąc szczerym, autem z taką specyfikacją jeździ się dobrze, ale bez szaleństw. Oczywiście jest wygodnie, komfortowo i miękko, ale o agresywnej dynamice można zapomnieć. Wirtualne biegi są mało elastyczne, a masa auta (2 tony) ogranicza sportowe aspiracje. Ostrzegają o tym już dane techniczne, ponieważ 190 km/h to maksymalna prędkość, a do setki NX rozpędza się w 9,2 sekundy.

 

Jedyny fun z hybrydy to jazda na trybie elektrycznym. Czerpie on moc z odzyskanej energii z akumulatorów podczas hamowania. Dzięki temu auto jest bardzo ciche, co jest ciekawym przeżyciem (polecam jeśli ktoś jeszcze nie miał okazji). Niestety zasięg na zasilaniu elektrycznym jest niewielki więc należy go traktować jako wspomagacz oszczędzania. Przynajmniej w teorii, ponieważ moje średnie wyniki to: w mieście 10-11 litrów, a w trasie 8l/100 km. Producent deklaruje prawie dwa razy mniejsze spalanie, więc albo ktoś kłamie, albo ktoś nie potrafi jeździć hybrydą…

 

Zanim zaczniecie się ze mnie śmiać wytłumaczę, że NX jak każda hybryda Lexusa ma 5 trybów pracy: EV (tylko elektryczny), ECO, NORMAL, SPORT S, SPORT S+. Zauważalne różnice są między krańcowymi trybami, które zmieniają reakcję na gaz oraz pracę silnika. Osobiście jeździłem głównie opcją SPORT S+ stąd może tak duże wyniki spalania.

 

 

Okiem przedsiębiorcy

 

Jest jeszcze jeden aspekt NX, który zniechęca – to cena. Tak dobrze wyposażony samochód musi kosztować – to oczywiste. Ile? W takiej konfiguracji jak testowy egzemplarz prawie ćwierć miliona złotych. Czy to dużo? Owszem jak na crossovera tak, ale jak na segment premium z całą listą dodatków niekoniecznie.

 

Lexus NX naprawdę nieźle wyszedł „Toyocie Premium”. Osobiście auto mocno podoba mi się w wielu aspektach. Prywatnie odrzuciłbym wersję hybrydową, ale całą resztę biorę w ciemno! NX to auto ponadczasowe!

 

 

Konrad Stopa

Fot: Jakub Głąb

 

Więcej z kategorii Samochody nowe

Drukuj

Email

 

Ceny paliw

Sprawdź ceny paliw w swoim województwie:

mapka

Informacje

fotoradary

video patrole